Mój pies ugryzł, co teraz?

Mój pies ugryzł, co teraz?

Gdy pies gryzie

Po pierwsze, mimo ekstremalnych emocji, które w tej chwili odczuwasz, musisz wiedzieć, że dla nas to chleb powszedni. Niemal codziennie dostajemy wiadomości lub rozmawiamy z ludźmi, których pies ugryzł. To się po prostu zdarza. Mieliśmy też wielu podopiecznych z podobnym epizodem za sobą. Jak pokazują badania, największy odsetek ugryzień i pogryzień (rozdzielajmy te dwa terminy) dotyczy psów małych.

Ale nie jesteś tu z powodu małego pieska, prawda?

Psy gryzą z wielu przyczyn. Dla ciebie to prawdopodobnie wydarzenie, które sprawiło, że tracisz grunt pod nogami. Ale musisz wiedzieć, że jest to zachowanie naturalne, choć dla nas ludzi niepożądane, a sytuacja, która je wygenerował może być mocno niezdrowa.

Jest to jednak zdarzenie, z którym zwycięsko zmierzyły się rzesze opiekunów.

Psy przegranych odsiadują teraz wyrok w schroniskach lub zostały uśpione. Tak wygląda rzeczywistość. I miej to na uwadze.

!!! Pamiętaj też, że mówimy tutaj o INCYDENCIE. Nie o powtarzających się niebezpiecznych epizodach, „polowaniu” na opiekuna i stwarzaniu realnego zagrożenia dla całej rodziny. O dziwo, funkcjonuje spory odsetek osób, które wielokrotnie zostały poważnie pogryzione przez swoje psy i nie podjęły w związku z tym żadnych czynności.

Emocje kłębią się w głowie

Nie zmienia to faktu, że towarzyszące ci teraz: ból, stres, lekki szok, niepewność, strach, poczucie zawodu, braku zaufania do psa, a nawet rozgoryczenia, są w pełni uzasadnione z poziomu twoich emocji.

Z poziomu logiki może być jednak tak (choć nie musi), że sam doprowadziłeś do tej sytuacji.

Może nie zapewniłeś psu spokoju, bezpieczeństwa, miejsca, gdzie może odejść. Może kupiłeś go z pseudohodowli nie dbając o jego geny i pochodzenie. Albo ignorowałeś sygnały, które ci wysyłał (np. ziajanie, oblizywanie, mruczenie, nieustanne nerwowe podążanie za jakąś osobą w domu, nienaturalne kładzenie się na niej, warczenie, świdrowanie wzrokiem). Może nie budowałeś swojego autorytetu, kochałeś wyłącznie poprzez rozpieszczanie i kanapowanie, nie stawiałeś granic, nie byłeś konsekwentny i dyscyplinujący w kluczowych aspektach? Za to często niefrasobliwy podczas zakrapianych imprez, zabaw z dzieckiem, spotkań ze znajomymi itd.

A może nawet nie masz pojęcia, co zrobiłeś nie tak.

Pewnie nie wiesz, ale ekstremalne zachowania psów bardzo często objawiają się też przy osobach rozchwianych, o mocno obniżonym nastroju, chorujących na depresję albo różnego rodzaju zaburzenia psychiczne. Nie rzadziej w trakcie… rozwodów, rozstań, ciąży, utraty pracy, przy pojawieniu się dziecka lub nowego domownika – wszystkiego co zaburza dotychczasowy bezpieczny świat psa.

Dobrze, dobrze, ale co ja mam robić?!

To nad czym teraz musisz się na zimno zastanowić to okoliczności ugryzienia.

Czy było to jedno czy wielokrotne ugryzienie, które jest już o wiele intensywniejszym i bardziej niebezpiecznym zachowaniem. Czy było lekkie „miękkim pyskiem” (siniak), czy powierzchowne (naruszenie skóry), głębsze (rana głęboka), silne szarpane (szycie, szpital etc.). To ma znaczenie, bo pokazuje intensywność działania psa oraz to, na ile chciał lub mógł się hamować. Jeszcze trudniej stwierdzić czy był to atak, nakrętka czy przekierowanie. Niełatwo jest rozważyć to na spokojnie.

Jednocześnie nie możesz sprawy zbagatelizować, ale nie możesz też panikować. 

Twój hart ducha objawi się właśnie w tym momencie.

W pierwszym kroku powinieneś ocenić jak wygląda sytuacja „po”. Czy pies jest obsługiwalny, czy zachowuje się w miarę normalnie. Takie sytuacje są również dla niego mega trudne i kosztowne. Warto więc pozostawić go w spokoju na pewien czas, w trybie awaryjnym wprowadzić do domu kennel klatkę (z pewnością do tej pory ta idea do ciebie nie przemawiała, a jednak kennel klatki bardzo pomagają w trudnych chwilach) lub wyznaczyć psu pokój, gdzie może odtajać przez część najbliższych dni/tygodni, w trakcie, gdy i ty będziesz schodzić z emocji i czekać na wizytę specjalisty. 

Jeśli ugryzienie dotyczyło dziecka (przysłowiowe 70% spraw) spokojne czasowe separowanie pozwoli na rozważenie opcji i wybór strategii postępowania. Podejmowanie ostatecznych decyzji na gorąco nigdy nie jest dobrym pomysłem. To nie lata 80’ – nie leć więc po strzelbę. Mamy 2022 rok i naprawdę wiemy o niebo więcej o zachowaniach psów. Poza tym jesteś opiekunem zarówno dziecka, jak i psa. Ciężar winy spada, więc na twoje braki, sorry.

Kolejnym krokiem jest poszukiwanie behawiorysty w swoim bliskim rejonie bądź nawet w regionie (pomoże ci w tym Google i Facebook). Może być tak, że będziesz musiał spotkać kilku. To trochę jak wybór psychologa – nie będziesz chodził do tego, z którym ciężko ci się porozumieć, prawda?

Pewnie myślisz teraz o kosztach, taka konsultacja kosztuje bowiem (w zależności od regionu i wielu innych) od 150 do 300 zł. I już słyszymy nasz ulubiony lament „ło panie borze szumiący, ni mam piniędzy!”. Ciężko nam się ustosunkować do takiego argumentu, bo biorąc psa należy po prostu przewidywać choroby i problemy. Być może brak pieniędzy to tylko część prawdy. Może zwyczajnie ciężko ci jest zmierzyć się z tą sytuacją.

Jeśli jednak znajdziesz w sobie siłę, to bardzo możliwe, że uratujesz swojemu psu życie. Znamy osoby, które, aby ocalić swojego psa sprzedawały rzeczy, organizowały bazarki, korzystały z karty kredytowej, pożyczały kasę od rodziców albo chwytały dorywczą pracę. Prawda jest taka, że jeśli możesz wziąć sofę na raty, możesz też umówić chociaż jedną, dwie konsultacje i spróbować dociec, dlaczego stało się tak jak się stało. Czasem nawet niewielka zmiana, odrobina więcej zasad sprawia, że sytuacja nigdy więcej nie ma miejsca. Dobry behawiorysta powinien uczciwie ocenić, czy masz szansę poradzić sobie dalej i zalecić schemat pracy, którego powinieneś się trzymać. 

A co jeśli próbujesz i naprawdę nie dajesz rady?

Fundacja, oddam do fundacji!

…myślało tak wiele osób, które chciały rozwiązać problem bezboleśnie i szybko przerzucić odpowiedzialność za psa.

Niestety w Polsce nie istnieją organizacje dysponujące ośrodkami resocjalizacji psów po epizodach agresji. Najczęściej są to domy tymczasowe – czyli ludzie z jakimś doświadczeniem, którzy zdecydowali się pomagać psom porzuconym.

I teraz wyobraźmy sobie sytuację: prezes fundacji, po twoim mailu, dzwoni do wolontariuszki pani Kasi, z zawodu księgowej, metr sześćdziesiąt w kapeluszu, i mówi „pani Kasiu, mamy 30 kg samca, oczywiście niekastrowanego, po wielokrotnym pogryzieniu właściciela, szaleje na spacerach, czy weźmie pani na dom tymczasowy?” W tym momencie pani Kasia, która do tej pory z sukcesem wytymczasowała kilka starszych, spokojnych psiaków, upuszcza kubek z kawą i mówi do pana prezesa „panie prezesie, czy pana do reszty po*#^#%^#?! Jak mam to zrobić, skoro właściciel, którego ten pies zna, nie może sobie z nim poradzić?!”

W fundacjach są oczywiście także weterani. Z niejednego pieca chleb jedli, o niejednego psa się otarli i wiedzą, że spora doza ugryzień, to kwestie braku właściwego podejścia do psa, braku autorytetu lub wielomiesięcznej kumulacji emocji, których dotychczasowy opiekun nawet nie zauważył (i wiele innych). Ale nigdy nie mają pewności, czy nie jest to sprawa o wiele głębsza, która na bardzo trudnym etapie przeprowadzania psa w nowe miejsce i budowania zaufania, może kosztować ich zdrowie.

Nie będzie więc lasu rąk, aby przejąć problem, z którym ty sam nie masz odwagi się mierzyć. Ponadto najczęściej w takich domach jest już upchniętych po kilka psów i nie ma szans na przyjęcie kolejnego. Mało tego – na to samo miejsce czeka 5 innych pokrzywdzonych przez los, chorych i bezdomnych psów, ale bezpiecznych i rokujących do adopcji…

Czasem udaje się jednak znaleźć organizację dysponującą miejscem, przytuliskiem czy budżetem na hotel ze szkoleniem. Lub dobre schronisko dla bezdomnych zwierząt z wolontariatem, które zgodzi się przyjąć psa (pamiętaj, że nie musi – schroniska są dla BEZDOMNYCH zwierząt, twój pies ma ciebie „właściciela”, prawnego opiekuna, z całym bagażem praw, ale i obowiązków). Warto więc szukać, nie zrażać się, pytać o rady, polecenia i tak do skutku.

Hotel z behawiorystą

Gdy brak miejsc w organizacjach (w 2022 roku wszyscy są przepełnieni!) jest jeszcze ta opcja. Czy jest to dobre rozwiązanie zależy od indywidualnego przypadku. Ale czy w ekstremalnych sytuacjach istnieją idealne wybory? Chyba nie.

Pobyt w takim specjalistycznym miejscu może pomóc psu wyjść na prostą, ale też nie ma na to gwarancji. Takie hotele to nie kopalnie cudów, szczególnie, gdy problem leży w relacji właściciel-pies. Mogą jednak pozwolić na nowy start. Choć zdarza się, że po powrocie problemy również wracają, jeśli opiekun nie jest w stanie zastosować instrukcji, których udzielił szkoleniowiec. W takim wypadku można z hotelu szukać dalej miejsca w fundacji lub próbować znaleźć nowy dom (pamiętaj wówczas o kastracji, jeśli chcesz żeby twój pies nie spędził reszty życia w jakiejś piwnicznej pseudohodowli).

Musisz jednak wiedzieć, że efekty przychodzą z czasem, niekiedy dopiero po kilku miesiącach, a koszty (jeśli mówimy o boksach wewnętrznych, bo umówmy się kojcowanie domowego amstaffa zimą, to jest mega kiepskie rozwiązanie) będą plasować się od 800 do 1500 zł miesięcznie i więcej.

Istotnym plusem takiego pobytu jest wyważona opinia na temat dalszych rokowań psa… A to bardzo ważna informacja.

Jak zwykle kończą się takie historie?

Różnie. 

Jeśli problem nie jest głęboki, opiekunowie dają radę wyjść z opresji. 

Niestety wiele psów zostaje uśpionych bez szansy na sprawdzenie, czy są rzeczywiście niebezpieczne (pojedyncze ugryzienie nie świadczy, o tym czy pies jest agresywny, może być to objaw stresu, lęku, problemów z jakimi boryka się pies, a nie chęci skrzywdzenia ciebie czy innego domownika). Wiele ląduje na ulicy, w lesie, a potem, jeśli mają chociaż niewielki fart, w niezłym schronisku. Część zostaje oddana do „nowego domu”, a ostatecznie kończy przy pilnowaniu firm, w brudnym kojcu albo na łańcuchu. Spora grupa tych psów, to ofiary braku doświadczenia, właściwego podejścia, wychowania, ale też wrodzonej reaktywności czy wrażliwości na bodźce. W spokojniejszym środowisku byłyby prawdopodobnie fajnymi, łagodnymi kompanami.

No i te ostatnie. Przypadki na tyle trudne, potrzebujące tak sterylnych warunków i tak doświadczonych opiekunów, by nie stanowić zagrożenia, że eutanazja jest jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Przypadki, w których przyczyny niebezpiecznych zachowań mogą wiązać się z poważnymi chorobami/zaburzeniami fizycznymi lub psychicznymi i ciężko je wyjaśnić, a w związku z tym im przeciwdziałać. 

Ale tak zupełnie szczerze… są to rzadkie sytuacje.

Nie jest to z pewnością procent dominujący. Dominujące jest za to natychmiastowe porzucanie swoich przyjaciół, tych „ukochanych członków rodziny”, gdy tylko sprawy przybierają fatalny obrót.

Dla jasności – nie namawiamy nikogo do narażania życia i zdrowia w pracy z psem. Namawiamy jednak do wysyłania psów na ocenę i konsultowania zdarzeń ze specjalistą (a nawet dwoma). 

Choć tyle jesteśmy naszym towarzyszom winni. W końcu to my zdecydowaliśmy, że trafiły do naszego życia.

One nie miały przywileju wyboru. Być może w innym miejscu byłyby spokojne, szczęśliwe… i żywe.

Pomóż azylakom!

Ta strona obsługuje pliki cookies.